Ledaig 12yo Discovery – test whisky

Ledaig 12yo od GM z serii Discovery

Whisky Ledaig 12yo Discovery

Tak, tak, pisałem o tym już nie raz, nie dwa. Ledaig to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Jeśli ktoś lubi dymne klimaty, to koniecznie musi poznać whisky Ledaig. Trochę inny profil torfu niż ten znany z Islay. Przygodę można zacząć oczywiście od bardzo fajnej, oficjalnej podstawki, czyli Ledaig 10yo. Można także poszukać czegoś innego. Przykładem może być Ledaig 12yo Discovery od Gordon&Macphail.

Słowo o GM, czyli o bottlerze, bo warto o nim wspomnieć. Stara firma działająca na rynku whisky grubo ponad 100 lat. Od 1993 roku są właścicielem destylarni Benromach. Jak widać nie jest to jakiś przypadkowy niezależny bottler. Firma ma bogate portfolio, wydawała i wydaje whisky w różnych seriach np. Connoisseurs Choice, Distillery Labels czy Discovery.

Ta 12-letnia whisky Ledaig pochodzi właśnie z serii Discovery. Oprócz tej single malt do serii należą m.in. bardzo fajna Bunnahabhain 11yo czy Caol Ila 13yo. Niewątpliwie minusem całej tej edycji jest kastracja alkoholu do 43% i filtracja na zimno. Wielu “koneserów” ta informacja pewnie odstraszy. Jeśli zaś chodzi o użyte beczki to Ledaig pochodzi z beczek po burbonie oraz z beczek po sherry.


Moja opinia o Ledaig 12yo Discovery

Wzrok: jasne złoto

Zapach: świeże cytrusy, grillowane mięso, “kwitnąca” woda, wodorosty

Smak: słony i słodki, solony karmel, rodzynki, lekko pieprzny, wanilia

Finisz: dosyć długi, z posmakiem popiołu i goryczki

Cena: 200-250 złotych


Ci, którzy w swoim życiu trochę Ledaig’a już wypili, z pewnością powiedzą, że to nie jest najlepszy trunek w ich życiu. Niemniej, jak to Ledaig, pije się to przyjemnie. Boli bardzo to rozcieńczenie, bo o ile w zapachu jest gęsto i dymnie, to w smaku jest jednak dosyć płasko i wodniście. Żeby nie było jednak, że tylko krytykuję – to fajna pozycja na wieczorny dram.

To, co ja lubię w Ledaig’ach to zapach bulionu, który zwykle można w nich znaleźć – z tym kojarzą mi się te whisky z Mull. Nieraz są to jakieś ugotowane warzywa, częściej tłusty, mięsny rosół, słona woda z ugotowanej szynki czy boczku (patrz np. taką whisky Ledaig 2005 ). W Ledaig 12yo Discovery tego raczej nie ma, za to mamy grillowane mięcho. W zapachu jest tego dość sporo, a do tego sałatka z owoców cytrusowych. Plus coś, co jest najlepsze w aromacie – jakaś stojąca, zakwitła woda, wodorosty, szuwary, glony.

Ta słoność wychodzi też mocno w smaku. Tak jak Rock Oyster jest “soloną” whisky, tak w tej Ledaig też czuć sól. A właściwie sól + cukier = solony karmel. Użyte beczki po sherry dają też lekki posmak rodzynek. W sumie, jest nieźle. Finisz też całkiem fajny, w miarę długi, z posmakiem popiołu (a może to spalona część z tego grillowanego mięsa) oraz jakąś goryczką (coś między ostrą dębiną a cytrusowym grejpfrutem).

Werdykt – whisky przyjemna, ale bez efektu wow. Jeśli lubisz Ledaig, to ta whisky też ci posmakuje, choć nie oczekuj cudów. Jeśli lubi w ogóle torfowe whisky, to Ledaig 12yo Discovery do Ciebie trafi. Wszystko to przy założeniu, że podejdziesz do tego jak do daily dram a nie jak do wyjątkowej whisky wydawanej przez szanowanego bottlera.

Podziel się artykułem!