Glen Scotia 15yo – test whisky

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 3 min.

Whisky Glen Scotia 15yo

Są takie whisky, do których lubię wracać. Wśród nich znajdą się takie, które „wszyscy” poważają, ochają i achają na ich widok. Są też takie, na które co poniektórzy kręcą swoimi profesjonalnymi nosami znawców whisky. Single malt Glen Scotia 15yo taka właśnie jest. Ma ona rzeszę fanów, ale i swoich krytyków. Ja należę do tej pierwszej grupy. Tą whisky poznałem kilka lat tamu i sukcesywnie do niej wracam.

Generalnie to wracam chętnie do każdej (no prawie każdej) edycji whisky Glen Scotia. Lubię przypomnieć sobie podstawkę Double Cask, choć po latach nie wywołuje już takich emocji jak kiedyś, niemniej wciąż to solidna daily dram. Cenię edycję Victoriana. O różnych nietypowych GS od niezależnych bottlerów można pisać i pisać. Jednak z tych powszechnie dostępnych wersji, to właśnie Glen Scotia 15yo ma u mnie 1-sze miejsce.

Ci, którzy czytają tego bloga/znają moje upodobania w świecie whisky, to doskonale wiedzą, że trunków z Campeltown nie omijam. Czy to Springbank, czy Kilkerran czy Glen Scotia, bez znaczenia! Po prostu odpowiada mi ten nieco morski, nieco słony, ale i owocowy i dymny charakter. Glen Scotia 15yo co prawda może takim wiernym odzwierciedleniem regionu nie jest, ale jednak to wciąż Campeltown.

Whisky ta dojrzewa w bardzo klasycznych beczkach po burbonie (dębina amerykańska), z przyjemną mocą 46% alk., dzięki czemu w produkcji można było pominąć filtrację na zimno. Dostajemy więc produkt nie podrasowany żadnym sherry, ani nie skastrowany i rozwodniony do 40%.


Moja opinia o Glen Scotia 15yo

Wzrok: bardzo jasny złoty

Zapach: ewidentnie zapach morza, krem waniliowy z polewą owocową, później dochodzą pikantne przyprawy (imbir, cynamon)

Smak: spójnie z zapachem, słodko, ciut słono, nieco goryczki dębiny (przypomina nieco kawę) i pikantności

Finisz: z wyczuwalną dębiną, może ciut dymu

Cena: 250-300 złotych


No i właśnie tak wygląda whisky, którą można sobie sączyć wieczorową porą. Jest po prostu dobra i bardzo pijalna (za bardzo! 😉 ). Glen Scotia 15yo to przyjemnie owocowa whisky, która zaczyna się przyjemnie słodko, a kończy dość wytrawnie. Na dzień dobry mamy zapach morza i owoców. Od jabłek i cytryn (czyli dość świeżo) aż po słodkie pomarańcze. Trochę to przypomina Tobermory czy to wersję 10yo czy też bardziej owocową edycję 12yo. Niemniej, później pojawia się wanilia i wyostrzające aromat przyprawy. Do zapachu morza dochodzi imbir i cynamon, które podbijają aromaty.

W smaku mamy kontynuację zapachu. Są słodkie owoce, jest niewielka sól. ALE!! Dość szybko wyczuwalna staje się goryczka. To takie coś pomiędzy gorzkimi owocami, dębiną a kawą. Jeśli dołożyć do tego jeszcze pikantność przypraw, to ze słodkiej whisky robi nam się dość wytrawny alkohol. Właśnie to jest to, co w niej lubię. To przejście ze słodkiej, owocowej do wytrawnej. W finiszu czuć już to doskonale, jest długo, dębowo, trochę jakby dymnie i morsko.

Lata spędzone w beczce z amerykańskiego dębu dały whisky ciekawą. Czuć w niej słono-morskie tony Campeltown, owocowy charakter oraz wytrawne wykończenie. Glen Scotia 15yo oferuje fajne doznania. Jednego dnia potrafi być bardziej słodka, innego wybitnie goryczkowa i wytrawna. Znam takich, którzy takie „przeskoki” kwitują tym, że to whisky po prostu nierówna, niespójna. Nie chcę wdawać się w polemiki, dla mnie jest to akurat in plus. Ta whisky się dzięki temu nie nudzi. Lubię to i polecam, szczególnie tym, którzy pewne podstawki whisky mają już za sobą i chcą zrobić krok naprzód.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.