Aberlour A’bunadh Batch 59 – test whisky

Whisky Aberlour A’bunadh Batch 59

Kolejna whisky-speysiderka na blogu. Kolejna, która nie zawiodła. Prawdę powiedziawszy, whisky z destylarnia Aberlour raczej rzadko zawodzą. Niekiedy są jak przyjemny kompocik (jak chociażby klasyczna 12yo Double Cask), nieraz pokazują pazur, ale zwykle są “co najmniej smaczne”. Aberlour A’bunadh jest dobrym przykładem na ukazanie potencjału gorzelni.

Seria A’bunadh powstała lata temu, pierwsze partie (czyli batch’e) pochodzą bodaj z 1997 roku, tzn. w tym roku zostały zabutelkowane. Bo w serii tej nie wiemy z iluletnią whisky mamy do czynienia. Klasyczna no age statement. Ja miałem przyjemność poznać różne wypusty, dziś padło na Batch nr 59, zabutelkowany w 2017 roku. Aberlour A’bunadh pochodzi z beczek po sherry Oloroso. Whisky ta rozlewana jest z mocą beczki (choć chyba bardziej prawidłowo – mocą beczek, gdyż nie jest to single cask). Batch 59 ma obłędną mocą 60,9% alk. Oczywiście to trunek bez filtracji na zimno, bez dodatkowego barwienia karmelem.


Moja opinia o Aberlour A’bunadh Batch 59

Wzrok: mocny, ciemny bursztyn

Zapach: wiśnie w alkoholu z bombonierki, kakao w proszku, rodzynki, słodkie cukierki, stara, drewniana skrzynka

Smak: przesłodka czekolada połączona z wytrawnością sherry, bombonierka z wiśniami, czarny pieprz

Finisz: nieco pieprzny, bardziej wytrawny, wystarczająco długi

Cena: ok 300 zł


Tu nie ma sentymentów. Bang bang! Dwa szybkie strzały – jeden w nos, drugi w gardziołko. Aberlour A’bunadh nie bierze jeńców. Z taką mocą trudno jednak o subtelność. Trzeba się po prostu z tym liczyć, że ta single malt to konkretna waga ciężka. Przy czym to jest to, co tygryski lubią najbardziej 😉

Zaraz po nalaniu do kieliszka tej whisky po prostu nie da się “obwąchać”. Musi ona kilka minut postać, żeby etanol mógł trochę ulecieć. Gdy już się dorwiemy do naszego szkła i zaciągniemy aromatami, to pierwsze co uderza, to zapach wiśniówki. Po chwili dochodzi czekolada, więc skojarzenia zaczynają biegnąć w stronę bombonierki. Kto lubuje się w czekoladkach typu “wiśnie w alkoholu”, ten będzie zachwycony zapachem tej whisky. Generalnie jest ona dość słodka, choć po jakimś czasie zaczyna wychodzić nieco wytrawności oloroso. Gdy już kieliszek trochę postoi, to można jeszcze wyczuć zapach drewna. Taka stara skrzynka na różne skarby.

Następnie nasze gardło oblepia (tak, ta whisky jest ciężka i oleista) słodki smak pełen czekolady, rodzynek. Znowu ta bombonierka – jakbym wrzucił ze 4-5 czekoladek do ust. I nagle kontra. Pojawia się wytrawność sherry oloroso, ale i pikantność pieprzu. Całość zamyka się dość długim finiszem, który jest zdecydowanie bardziej wytrawny niż słodki.

Aberlour A’bunadh Batch 59 absolutnie dała to, czego się spodziewałem. Ciężka, bogata sherrybombka, dość słodka,  lecz z wyraźnie zaznaczoną wytrawnością i ostrością. Można się spierać (jak to ma miejsce w internetach 😉 ), czy batch 39 był lepszy niż 44 i czy od batch’a 51 jest równia pochyła w jakości… Można, ale po co. W piciu whisky, w moim głębokim przekonaniu, chodzi o hedonizm. Nie ma co dorabiać do tego ideologii (i proszę nie mylić hedonizmu z alkoholizmem 😉 ).  Aberloury praktycznie za każdym razem cieszą, serie A’bunadh zawsze. Whisky w sam raz na wieczorną posiadówkę, za dużo jej nie można wypić, ale przyjemnie jest się nią powoli delektować.

Podziel się artykułem!