Whisky Live Warsaw 2019

Festiwal Whisky Live Warsaw 2019 – relacja

Jakoś tak już mam, że wyjazd na Whisky Live Warsaw traktuję jak obowiązek. Przyjemność rzecz jasna także. Niemniej, dla mnie ten festiwal jest do zaliczenia co roku. Bywam tam od dawna, a z edycji WLW 2017 oraz WLW 2018 popełniłem nawet relacje na blogu. Od tego bowiem czasu mam przyjemność (a właściwie to mój blog) być patronem medialnym festiwalu.

Zastanawiałem się, jak napisać relację, aby to nie były flaki z olejem, jakie zdjęcia wrzucić, aby nie wyglądało to jak przegląd wszystkich stanowisk. Postanowiłem więc napisać bardziej o atmosferze niż o samych produktach. Myślę, że to zdjęcie powyżej ⬆️⬆️⬆️ bardzo dobrze oddaje charakter tego wydarzenia.

Festiwalowa beczka miodu (a miało być o whisky)

Na zdjęciu widać trzy różne whisky. Nie chodzi o marki, ale o ich RÓŻNORODNOŚĆ. Mamy więc specjalną selekcję ale wciąż oficjalnie od destylarni, do tego klasyczny bottling (choć może Solist aż tak klasyczną rzeczą nie jest 😉 ), a także rarytasik od niezależnego bottlera.

To właśnie Whisky Live Warsaw – różnorodność. Od irlandzkich whiskey po przeróżne single malt. Począwszy od ginów, poprzez nalewki, a na burbonie skończywszy. Od znanych flagowców z core range destylarni, poprzez niezależnych, aż do malutkich, nieznanych szerszej publiczności gorzelni. Ogrom!

Wg mnie WLW 2019 była chyba najlepszą edycją od 2-3 lat. Gdzieś swoim klimatem wróciła jakby do początków. Pierwsze festiwale wspominam jako miejsca spotkań, gdzie można było długo porozmawiać z wystawcami, ze współbiesiadnikami. Było gdzie stanąć, było gdzie usiąść, było gdzie pogadać.

W tym roku powrócił ten klimat. Pomimo rekordowej frekwencji było jakby więcej miejsca. Fakt, że bardzo dużo osób brało dram i zmykało na plac przed budynkiem (co tylko potwierdza, że decyzja o wyborze lokalizacji była słuszna, “Koneser” pasuje do takich wydarzeń idealnie). Tłum nie przeszkadzał. Spokojnie można było przystanąć przy stoisku. Nie było problemu, aby przy stoliku spotkać się ze znajomymi lub poznać nowych. Takie spotkania kończyły się na przykład tak:

“takie cuda spod samiuśkich Tater” – jak to powiedzieli znajomi

Trudno mi wyróżnić szczególnie jakieś stoisko, bo praktycznie na każdym było coś ciekawego. Wciąż poziom trzyma Stacja Dram (pozdrowienia Dziewczyny i ogromne dzięki!). Skarby można było znaleźć na stanowiskach, 🤔 jak by tu ich nazwać, może “dystrybutorów” – czyli na przykład BWM, Loża, TTOW (o nich więcej za chwilę). No i oczywiście przedstawiciele destylarni – oni także nie zawiedli. Oto tylko próbka tego, co można było trafić na festiwalu:

Festiwalowa łyżka dziegciu

Nie może być tak, że wszystko jest och i ach! Jest także ech! 😥 Nie mogę zrozumieć, jakim cudem na festiwalu whisky może zabraknąć wody do popijania/przepłukiwania kubków smakowych/opłukiwania kieliszków. Niestety, taka sytuacja pojawiła się w piątkowy wieczór. Niestety, zastąpienie wody napojem “Modżajto” jakoś nie przypadło mi do gustu 😉 Całe szczęście, w sobotę były już dzbanki z wodą.

Kwestia voucherów i konieczności płacenia za absolutnie podstawowe produkty była już roztrząsana milion razy, więc już tego nawet nie skomentuję. Odniósł się za to do tego Organizator (czyli Pan Jarek), który przypomniał, że ustalanie tych cen to wyłączna domena wystawców.

Najlepszy finisz

Na koniec o wygranych. Na Whisky Live Warsaw 2019 oczywiście najlepiej wyszli … uczestnicy! To NAM gratuluję! Jeśli ktoś z Was był, widział, próbował, to wie, o czym mówię. Ci, którzy z różnych powodów nie dotarli – za rok możliwość poprawy.

Jednakże najlepszy finisz na festiwalu zaliczyli Ci, którzy zdobyli dwie festiwalowe nagrody – od jury oraz od publiczności.

Międzynarodowe Jury za whisky festiwalu uznało Glendronach 26yo. To single cask oczywiście w mocy beczki (59,8% alk), jak przystało na tą gorzelnię – zacna sherry bomb. Miałem okazję jej spróbować i przyznaję, że to naprawdę świetna pozycja. Nagrodę odebrał Adam Frankowski – Brand Ambasador marki. Adam, szczere gratulacje na Twoje ręce.

Festiwalowicze WLW 2019 uznali zaś, że whisky festiwalu jest Bruichladdich 2005 od The Taste of Whisky, czyli naszego polskiego “bottlera” tudzież jak kto woli – “selekcjonera”. Absolutnie wykręcona whisky. Co prawda artykułu o niej JESZCZE nie ma, ale wspominałem kiedyś o niej na profilu facebook’owym. Dla mnie fantastyczna whisky. Bartek, Rafał – świetna robota, a nagroda jak najbardziej zasłużona.

TTOW świętuje nagrodę publiczności

Tym, którzy wytrawali do końca tego artykułu powiem “Dziękuję za wytrwałość i do zobaczenia za rok na Whisky Live Warsaw 2020”. Zdrówko czy jak kto woli “Slandżewa!” 😉

Może Ci się również spodoba