Inchmoan 12yo – test whisky

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 2 min.
whisky_inchmoan_szkocka_krata
Inchmoan 12yo jeszcze w starej szacie graficznej

Lubisz torfowe whisky? Kręci Cię zapach dymu, im mocniejszy, tym lepiej? Znudziły Ci się single malt z wyspy Islay? To może być propozycja dla Ciebie.

Torfowa single malt od Loch Lomond

O gorzelni Loch Lomond można śmiało powiedzieć, że to istna fabryka, konglomerat. Produkuje się tam bardzo dużo – i single malt, i grain whisky, i jeszcze inne wynalazki. Być może przez swój rozmach nie jest ona darzona jakąś specjalną estymą wśród fanów whisky. Małe, butikowe destylarnie są bliższe sercu niejednego entuzjasty picia złotego trunku.

Jak wspomniałem, LL to fabryka. Produkują tam hektolitry alkoholu do swoich przeróżnych trunków. Jednak to, co ich wyróżnia to aparaty destylacyjne. W zakładzie pracują tradycyjne alembiki, kolumny rektyfikacyjne oraz coś pomiędzy jednym a drugim. To urządzenie, od dołu przypominające alembik (ta grubsza część), ale zakończone prostą szyją jak kolumna.

alembik_loch_lomond
alembik rodem z Loch Lomond

Wracając zaś do Inchmoan 12yo. Ta dwunastolatka jest mocno torfowa (ok. 50 ppm). Do jej produkcji używany jest destylat zarówno z tradycyjnych alembików, jak i tych z prostą szyją. Butelkowana z mocą 46% alk., co pozwala na rozlanie bez filtracji na zimno. Cena kształtuje się w granicy 200-250 złotych. Co prawda, w marketach raczej tej whisky nie spotkamy. Natomiast nie powinno być większych problemów w znalezieniu jej w specjalistycznych sklepach z alkoholem albo w Internecie.


Moja opinia o Inchmoan 12yo

Wzrok: jasny miodowy

Zapach: popielniczka, kopcące się liście, wanilia, karmel, trochę jabłek

Smak: cała masa dymu, ostre przyprawy (pieprz), gorzka czekolada, toffi

Finisz: dość długi, wyraźny, rozgrzewający, mocno dymny


Czy warto wybrać torf spoza Islay?

Ortodoksi powiedzą, że torfowa whisky musi być z królestwa torfu. No cóż, jest tym bardzo dużo racji, choć ja takim ortodoksem nie jestem. Lubię chociażby Longrow z Campbeltown, a o Ledaig z Mull to już nawet nie wspomnę. A jak w tym torfowym towarzystwie wypada Inchmoan 12yo z regionu Highlands? Zaskakująco pozytywnie. Na tyle dobrze, że wypiłem już niejedną butelkę (co potwierdza choćby zdjęcie sprzed lat w starej szacie graficznej butelki).

Zawsze i każdorazowo whisky Inchmoan kojarzy mi się z kłębami dymu. Po pierwsze to dym z papierosów. Po drugie – kopcące się liście, takie lekko już wilgotne. Jeśli ktoś jesienią pali liście w ogródku, to wie, o czym mówię.

Do tego dochodzi pieprz, który jest mocno wyczuwalny i w nosie i w przełyku. Gdzieś na drugim planie pojawiają się akcenty gorzkiej czekolady, trochę toffi. No i coś lochlomondowego. Piłem już trochę whisky od LL i one mają, jak dla mnie, pewien wspólny mianownik. To taka słodowość połączona z jabłkami. Hmm, coś jak otręby z jabłkiem. Nie każdemu to pasuje, mnie również niekiedy to przeszkadza. W Inchmoan 12yo jest to jednak przykryte grubym kożuchem dymu.

To w sumie prosta, torfowa whisky. Nie ma w niej ochów, nie ma achów, jest za to cała masa torfowego charakteru. Jeśli więc chcesz się przekonać, czy poza Islay może powstawać mocno dymna whisky, to skieruj się w stronę Inchmoan 12yo. Ta single malt zdecydowanie dorównuje podstawką z Islay.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.