Ileach Cask Strength – test whisky

whisky_ileach_szkocka_krata
Ileach CS

Whisky Ileach Cask Strength

Miłość do torfowych whisky pojawia się nagle. Zanim się wejdzie na tą piekielną ścieżkę, to trudno sobie wyobrazić, że można pić trunki pachnące asfaltem, wędzoną rybą albo starą popielniczką. Dla wielu osób jest to szokujące spotkanie, które często przeradza się w dozgonną miłość. Bywa też tak, że ta miłość blaknie, torfowy zapach zaczyna nudzić. Wtedy zaczynają się poszukiwania.

Rozwiązaniem mogą być ciekawe finisze w różnych beczkach (np. seria Longrow Red, czyli ex-czerwone-różne-wina-casks ). Inny sposób to poszukiwanie mocy – zarówno jeśli chodzi o poziom “ppm-ów” (tu niedościgniona pozostaje whisky Octomore), ale także o tzw. “woltaż”. Sam przyznaję, że torf w CS-ie to inne doznania niż podobny torfiak w wersji rozwodnionej. Jeśli chcesz się przekonać jak to jest, a przy okazji nie wydać miliona dukatów, to rozwiązaniem jest Ileach Cask Strength.

Ale zaraz, zaraz. Co to ten Ilicz vel Iljacz? Przecież na mapie Szkocji tego nie ma. Fakt, nie ma, gdyż to nie żadna gorzelnia, tylko marka. Coś takiego jak, hmm, “siostrzany” Finlaggan. Też torfowa whisky, też pochodząca z Islay, też niewiadomocotojest. Ileach jest produktem spółki The Highlands & Islands Scotch Whisky Co. Firma ta działa jako niezależny bottler, ma w swoim portfolio różne whisky. Część butelkuje pod nazwą destylarni, z której pochodzi destylat. W przypadku Ileach brak takich informacji. Oznacza to, że pijemy coś z Islay. I tyle. Nie wiadomo nawet, czy za każdym razem w tej whisky jest alkohol z tego samego zakładu. Wieść forumowo-internetowa głosi, że w Ileach znajduje się whisky z destylarni Lagavulin. Dopóki jednak nie pojawi się jakiś whiskowy Edward Snowden, który ujawni tego typu rewelacje, pozostaje nam tylko snuć domysły.

Co do samej Ileach Cask Strength. Moja whisky miała równo 58% alkoholu. To naprawdę porządny nośnik fenoli. Skoro jest to whisky CS, to oczywiście ominęła ją filtracja na zimno.Ta single malt to także przykład whisky bez określonego wieku.


Moja opinia o Ileach Cask Strength

Wzrok: pomarańczowe złoto

Zapach: mocny torf, mydło, topiony plastik, pracownia chemiczna

Smak: potęga torfu, sól, przypalone mięso, pikantne dodatki

Finisz: długi, dość ostry, na końcu posmak papierosów

Cena: około 200 złotych


Ta whisky nie idzie na żadne kompromisy, jest po prostu strzał między oczy, a właściwie strzał w kubki smakowe i nos. Jeśli oczekujesz finezji, głębi, harmonii, balansu, bla bla bla… to nie w Ileach Cask Strength. Tu chodzi wyłącznie o alkoholowo-fenolową zabawę. Po to ktoś wymyślił taką whisky i tak też trzeba do niej podchodzić.

Moc 58% alk. nie pozostaje niezauważona. Czuć to w nosie, czuć i w gardle i w przełyku. Z tym trzeba się liczyć. Do tego wszechobecny bezmiar torfu. Zapach to “sztuczny” torf, nie wiem jak to lepiej ująć. Nie znaczy to, że ktoś dodał do spirytusu jakieś odczynniki. Ja mam wrażenie, że wącha się palony plastik. Jakby zrobić ognisko i wrzucać do niego najgorszy sort zabawek made in China, zrobionych z najbardziej badziewnego plastiku. Same zabawki śmierdzą tym plastikiem, a co dopiero topione w ognisku. Prawda, że urocze? 😉 Generalnie – chemia, ognisko, dym. Zero subtelności. Czysta torfowa whisky bez żadnych upiększeń.

W smaku, zaraz po tym jak uda się przełknąć tą cząstkę piekła, wyczuć można sól, jakieś morskie akcenty, ale też mocno zgrillowane mięcho. Znowu – tak jak w zapachu – króluje gęsty, ciężki torf, a cała reszta to tylko niewielki dodatek. Jest mocno, bo tak ma być!

Jeśli więc szukasz wystrzału z torfowej armaty, ale nie masz tyle dutków, żeby kupić sobie królową z Bruichladdich, czyli whisky Octomore, to można rozważyć Ileach Cask Strength. Rzecz jasna nie ma co porównywać jakości jednej i drugiej whisky. Zwracam tylko uwagę, że szukając bram piekieł, można je znaleźć za około 200 złotych. Cena vs. jakość są spasowane tu całkiem nieźle. Za niewielkie (jak na whisky CS) pieniądze dostajemy produkt dobrej jakości. Oczywiście, to produkt skierowany dla konkretnego gatunku fanów whisky. Trzeba lubić to, że zarówno procenty jak i kłęby dymu poniewierają nos i gardło. Ja tam nie narzekałem. 🙂 

Podziel się artykułem!