Woodford Reserve Double Oaked – test whisky

burbon_bourbon_woodford_double_oaked_szkocka_krata
elegancki Woodford Reserve Double Oaked

Burbon Woodford Reserve Double Oaked

Dla wielu osób whisky lub whiskey to nic innego jak bimber. Czymś im śmierdzi, gryzie w gardło, pali w przełyku. Cóż, co by nie mówić, i klasowa whisky i zwykły bimber z Podlasia to tak na dobrą sprawę ‘rodzina’. Różnią się techniką produkcji, użytymi surowcami (choć tutaj aż tak wielu różnic może nie być), ale cel pozostaje bez zmian – stworzyć wysokoprocentowy destylat. Większe różnice pojawiają się już w postprodukcji. Whisky czy burbon są dodatkowo starzone, a rodzimy bimber spędza swój żywot co najwyżej w plastikowej beczce. Proces dojrzewania ma niebagatelne znaczenie dla jakości trunku. Mówi się, że zła beczka może zepsuć najlepszy destylat, za to świetna beczka dodać klasy nawet miernemu spirytusowi. Burbon Woodford Reserve oczywiście do słabych trunków co do zasady nie należy, za to w edycji Double Oaked można przekonać się organoleptycznie, co beczka potrafi zrobić z alkoholem.

Burbon Woodford Reserve prawdopodobnie kojarzy wiele osób – charakterystyczna butelka przyciąga wzrok na sklepowych półkach, a zapach i smak są na tyle fajne, że pewnie często ląduje w koszyku. Wersja Woodford Reserve Double Oaked nie jest wersją podstawową, to taka podrasowana edycja Distiller’s Select. W czym tkwi ta różnica? Właśnie w procesie starzenia.

Sama nazwa Double Oaked już nam trochę zdradza. Najpierw destylat leżakuje sobie w klasycznych, dębowych beczkach jak to na burbon przystało. No może nie tak klasycznych, bo z tego co kojarzę Woodford dojrzewa w dość mocno wypalonych baryłkach. Gdy już sobie tak poleży, to przelewa się go do kolejnych, specjalnych beczek. Beczki użyte do ostatniej fazy dojrzewania są dodatkowo “obrobione”. Mocno podgrzane, wyprażone, a na koniec jeszcze nieco wypalone. Celem jest wydobycie z amerykańskiej dębiny maksimum delikatnych, słodkich akcentów.


Moja opinia o Woodford Reserve Double Oaked

Wzrok: ciemny bursztyn

Zapach: wanilia i karmel, odrobina acetonu, dębina, kukurydza, kwaśne jabłka

Smak: wanilia, miód, cukierki “krówki”, pieprz, cynamon

Finisz: dłuuuuuugi, karmelowy, z lekką goryczką

Cena: 250-300 złotych


W opisie powyżej nie użyłem jednego, kluczowego słowa, a mianowicie, nie wspomniałem, że to wszystko – zapach, smak – są bardzo, bardzo gładkie. Smooth! To chyba najlepsze słowo oddające charakter Woodford Reserve Double Oaked. Nawet ta niewielka ostrość wynikająca z mocy alkoholu (43,2%) oraz wyczuwalne pieprz czy cynamon nie zmieniają ogólnego wrażenia delikatności, a właściwie gładkości.

W zapachu mamy przede wszystkim wanilię. Jak lody waniliowe z polewą karmelową w dobrej lodziarni. Jest też “typowy” dla burbonów aceton, ale na tyle minimalny, że nie przeszkadza. Niektórzy może powiedzą, że to nawet nie aceton, a mięta albo mentol. Po prostu coś takiego świeżego. Do tego czuć słodką kukurydzę oraz wg mnie jakieś kwaskowe jabłka, coś co przełamuje to wrażenie waniliowo-słodkie. Smak jest głęboki i stonowany. Mamy cukierki “krówki”, i te mleczne, i te waniliowe, i te karmelowe. Generalnie, słodka mieszanka. Dodatkowo, w smaku czuć jeszcze coś, o czym już wspomniałem, pieprz i cynamon. To lekko wyostrza smak, ale nie na tyle, żeby gryzło w gardło. Jest tego tyle, ile powinno być. Za to finisz, hmm, jest chyba najlepszą stroną tego Woodforda. Jest długaśny, bardzo przyjemny. Dalej mamy wrażenie lodów waniliowych i karmelu, choć pojawia się też goryczka charakterystyczna dla dębiny.

Tak jak pisałem na wstępie, whisky/whiskey/burbon to dla wielu ostra bimbrowa zabawa. Jestem pewien, że po spróbowaniu Woodford Reserve Double Oaked taki ktoś zmieniłby zdanie. To trunek totalnie gładki, rzekłbym “ugrzeczniony”. Pyszna rzecz. Choć jest też druga strona medalu. Znam osoby, którym jednak ta delikatność przeszkadza, wolą coś bardziej charakternego. Trzeba mieć więc to na uwadze. Wg mnie świetny burbon, idealny na leniwe popołudnia.

Podziel się artykułem!