Glendronach Peated – test whisky

whisky_glendronach_szkocka_krata

Glendronach Peated

Whisky Glendronach Peated

Marka Glendronach pewnie większości osób pijących whisky kojarzy się z zapachami bogatymi, pełnymi, nawet dość ciężkimi. I słusznie. Destylarnia słynie z tego, że jej whisky to “sherry potwory”. O poszczególne edycje Glendronach (szczególnie w wersjach single cask) trwa często wyścig wśród smakoszy, żeby zdobyć wymarzoną butelkę (albo dwie…).

Destylarnia Glendronach powstała na początku XIX wieku, w kilka lat po zalegalizowaniu w Szkocji destylacji whisky. Położona jest w regionie… no właśnie. Gorzelnia leży na granicy Speyside i Highlands. Część źródeł wskazuje, że to Speyside, inna zaś, że to Highlands. Historycznie rzecz biorąc niewielki Speyside był niegdyś częścią Highlands. Niektóre “speysidowe” gorzelnie tradycyjnie umieszczają na swoich etykietach nazwę Highlands (np. Glenfarclas). A jak jest z Glendronach? Na etykiecie widnieje napis Highlands, producent na swojej stronie internetowej pisze o “wschodnim Highlands”.  Słynny Serge z Whiskyfun (dla niektórych guru i wyrocznia 😉 ) pisze o tej gorzelni, że zwyczajowo to Speyside (powołując się na śp. Michael Jacksona – to taki znawca whisky, a nie piosenkarz – żeby była jasność), a oficjalnie Highlands. Biblioteka w świecie whisky, czyli www.whikybase.com także kategoryzuje Glendronach jako Highlands. Nie pozostaje więc nic innego jak przyjąć, że tak właśnie jest (pomimo napotykanych po drodze votum separatum 😉 ).

Jak większość szkockich destylarni, także ta przeżywała wzloty i upadki, była sprzedawana i kupowana, prace były wstrzymywane i wznawiane. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce dość niedawno, bo w 2005 roku, kiedy to w gorzelni przeprowadzono duży remont. Jednym z efektów była modernizacja ogrzewania alembików – tradycyjne węglowe zostało zastąpione ogrzewaniem parowym.

Prezentowana single malt Glendronach Peated to taka ciekawostka w portfolio gorzelni. Co prawda jest w tej whisky posmak sherry jak na tę markę przystało, jednak dodatkowo pojawia się dość wyraźny torfowy akcent. Wersja Peated zadebiutowała w 2015 roku. Butelkowana z mocą 46%, bez dodatków karmelu oraz niefiltrowana na zimno. Jest to whisky bez określonego wieku. Do produkcji użyto lekko torfowego słodu, co w efekcie dało whisky o zatorfieniu w granicach 25 ppm. Maturacja odbywała się w beczkach po burbonie, a finiszowanie w beczkach po sherry – najpierw Oloroso, a na sam koniec Pedro Ximenez.


Moja opinia o Glendronach Peated

Wzrok: jasny złoty

Zapach: świeży,  w miarę delikatny, lekko torfowy, słodkie jabłka, wanilia, tytoń (cygaretki)

Smak: słodko i torfowo, wanilia, ciastka maślane (takie Belvita)

Finisz: rosnący, średniodługi, lekko torfowy, jakby lekko ziemisty

Cena: 200-250 złotych


Glendronach Peated to nietypowa whisky jak na tę destylarnię. Jest normalna dla Glendronach “sherrowość”, ale pojawia się także torf. Nie jest on zbyt mocny, czyli nie taki jak spotykamy np. na Islay. Nie jest też za słaby, jak w niektórych whisky zwanych “peated”, gdzie torfu jest tyle, co kot napłakał. Czy jednak dobrze on współgra ze słodkim charakterem Glendronach ?

Za pierwszym razem, gdy ją spróbowałem zaraz po kupieniu, poczułem zawód. Spodziewałem się czegoś innego, większego WOW. Z czasem zacząłem się trochę przekonywać do tej whisky. Ta single malt kojarzy mi się z ciastami maślanymi, względnie z płatkami śniadaniowymi albo musli. Plus do tego dymek – nie przypomina on ani asfaltu Ardbega czy ryby Caol Ila. To taki oddech ziemi, jakaś wilgotna gleba, palone trawy i patyki, może tlące się zioła. Taka bardzo podstawowa, lekko torfowa whisky. To dobra rzecz dla tych, którzy chcą się dopiero zapoznać z tematem “torf w szkockiej whisky”. Tu jest go tyle, że niedoświadczonego nosa nie odrzuci, ale da o sobie znać.

Podziel się artykułem!