Laphroaig Lore – test whisky

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 2 min.
whisky_laphroaig_lore_szkocka_krata_blog_whisky
dymno-owocowy Laphroaig Lore

Whisky Laphroaig Lore

Gdy na horyzoncie zamajaczyła butelka Laphroaig Lore wiedziałem, że się na nią skuszę. W tym wypadku asertywność na poziomie -10. Ten charakterystyczny zapach medykamentów, lizolu, jodyny może bądź zachwycić bądź odstraszyć. U mnie wiele lat temu to był strzał w środek serca. I choć na swojej drodze trafiłem też na lafrojgi przeciętne (bo raczej nie kiepskie), to wciąż uważam, że to whisky, którą warto poznawać.

No dobra, ale co jest takiego innego w Laphroaig Lore, co wyróżnią tą butlę od innych „lapków” no age statement? Oprócz wysokiej ceny 😉 Mamy przecież między innymi ekonomiczne wersje Select czy Quater Cask czy też droższe Four Oak, Triple Wood czy też Brodir. Wybór jest całkiem spory. Destylarnia Laphroaig destyluje ok. 3 mln litrów spirytus rocznie, co jest całkiem niezłym wynikiem. Muszą więc gdzieś to upłynniać i robić miejsce na nowe beczki. No więc dlaczego Lore? Przede wszystkim dlatego, bo ma nieco podniesioną zawartość alkoholu do 48%. Po drugie, kupaż różnych beczek. W kompozycji znalazły się baryłki ex-bourbon, ex-sherry Oloroso. Wszystko to w różnych rocznikach – wieść niesie, że najstarsze destylaty użyte w Lore mają 21 lat. Oczywiście, whisky ta nie jest filtrowana na zimno. Dostajemy więc produkt, który kusi użytymi beczkami i podniesionym woltażem. Czy to się udało?


Moja opinia o Laphroaig Lore

Wzrok: ciemny złoty

Zapach: ostre, morskie powietrze, apteka, śliwki, popiół, vibovit/visolvit

Smak: słodko-dymny, galaretka owocowa, czekolada, pieprz

Finisz: pyszny, dłuugi, morski, słony, dymny

Cena: 400-500 zł


To jeden z przyjemniejszych i łagodniejszych Laphroaig, jakie piłem. Nie jest tak ciężki jak whisky w cs-ie, które może przytłoczyć mocą. Nie jest też rozcieńczony jak niektóre kastraty rozwodnione do 40% alk. Wydaje się, że to raptem 8% poziomu alkoholu więcej, niby nic. Nieprawda! To jest odczuwalne i wyraźnie wpływa na odbiór whisky.

Beczki użyte do kupażu Laphroaig Lore pozwoliły zbudować trunek dymno-owocowy. Rzecz jasna, słodycz owoców nie przysłania torfu. Wciąż czuć, że mamy do czynienia z dymnym potworem z wyspy Islay. Torfowość ma tutaj charakter popiołu, morskiego powietrza, jodyny. Medyczna laphroigowość dała w Lore wrażenie vibovitu (ewentualnie visolvitu). Słodka chemia.

W smaku pojawia się przyjemna owocowa nuta, choć także jakby nieco chemiczna. Stąd też być może skojarzenie z galaretką owocową. Do tego sporo dymu i jakby tłustej sadzy oraz nut morskich – sól, woda morska. Po tym wszystkim przychodzi długi finisz, dymny, słonawy, dokładnie taki jaki powinien być!

Laphroaig Lore to udana edycja. Dostajemy bardzo pijalną whisky, dobrze zbudowaną. Jest laphroigowy szpital, jest morze, są nuty owocowe. Czego chcieć więcej! Aha, no tak, niższej ceny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.