Glenfarclas 15yo Tudor – test whisky

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 3 min.
glenfarclas_tudor_szkocka_krata_blog_whisky

Whisky Glenfarclas 15yo Tudor House bottling

Do tej pory na tym blogu Glenfarclas’y nie gościły zbyt często. Nie żeby to były złe łychy!! Nie nie nie! Po prostu jakoś z tymi speysiderami nie było mi po drodze (jeśli chodzi o pisanie, nie o konsumpcję 😉 ). W moim przekonaniu whisky z tej destylarni są bardzo przystępne i bardzo uniwersalne. Czy to podstawowa 10yo czy coś starszego czy rocznikowego – pije się je bardzo przyjemnie. Odnoszę wrażenie, że w Glenfarclas chyba nie lubią eksperymentów. Ich core range jest statyczny, bez żadnych nowości w stylu „hiper ekstra nowa no age statement” (czytaj: „wrzucamy na rynek coś kilka years old, bo i tak rynek to przyjmie”). Znaną wersję Glenfarclas 105 ciągną już wiele, wiele lat. Ichniejsza niechęć (choć to może zbyt mocne słowo) do niezależnych bottlerów jest powszechnie znana. Tym bardziej więc, gdy pojawiła się na naszym rodzimym rynku whisky Glenfarclas 15yo Tudor House, nie mogłem jej przegapić.

Spośród wszystkich podstawowych pozycji Glenfarclas, wersja 15-letnia jest chyba moją ulubioną, choć także lubię wracać do edycji 12yo. Tak się zaś składa, że dla Tudor House (czyli przedstawiciela gorzelni na Polskę), Glenfarclas zgodziła się rozlać i zabutelkować dwie (jak do tej pory) pozycje: Glenfarclas 12yo o mocy 58,9% oraz starszą „piętnastolatkę” o mocy równiutko 58% alk. Jedna i druga oznaczone zostały jako whisky w mocy beczki.


Moja opinia o Glenfarclas 15yo Tudor

Wzrok: złoto

Zapach: wyprawiona skóra, śliwki, kwaśne wiśnie, rodzynki, trochę wilgotnej ziemi

Smak: tort czekoladowy z wiśniami, czekoladki z bombonierki, znowu te kwaśne wisienki, sherry

Finisz: pięknie dłuuuugi

Cena: odsyłam do Tudor House


Najpierw dosłownie słówko o wersji 12yo. Jest świeżo, ale i dość mocno sherry’owo i lekko kwaskowo. Gites! Natomiast Glenfarclas 15yo Tudor jest mocniejsza, jakby bardziej krzepka. Jest oleista, bogata i lepiej ułożona niż jej młodsza poprzedniczka.

Jak tylko nalewam do kieliszka tą Glenfarclas, to mam wrażenie, że przenoszę się do sklepu z galanterią skórzaną. Ten zapach sklepu z torbami, portfelami, kurtkami i czymś tam jeszcze… W każdym bądź razie wyprawiona skóra atakuje nos na dzień dobry. Potem zaczyna się zabawa. Pojawiają się kwaśne wiśnie, likworki, ale też mam wrażenie, że coś ziemisto-dymnego. Po czasie suszone śliwki i rodzynki (stąd może to wrażenie dymu). Zapach jest naprawdę bardzo przyjemny, jest smooooooth, alkohol absolutnie nie przebija się przez aromaty.

Jeśli kochasz bombonierki, to ta whisky jest dla Ciebie. W smaku mamy cukierki likworki, wiśnie w czekoladzie, generalnie słodziutko, oj słodziutko. Żeby jednak nie było za słodko, to po chwili na podniebieniu czuć wytrawną kontrę i znowu te kwaskowe wisienki. Finisz jest zdecydowany, dość długi, czekoladowy, choć z tą kwaśną nutą.

Jeśli przed zakupem ktoś liczył na ciężką sherrybombę, to wg mnie mocno się zdziwi. Co prawda mamy tu whisky 100% sherry, ale nie jest to łycha w kolorze mocnej herbaty earl grey, w której nie czuć nic poza beczką po sherry. W Glenfarclas 15yo Tudor House mamy „glenfarklasowatość”. Jest i lekkość Speyside, i wyprawiona skóra, i świeże, letnie owoce, no i wpływ (WPŁYW, nie przewaga) sherry. Tak mi się generalnie kojarzą whisky Glenfarclas (choć raczej nie lubię uogólniać), a dzisiejsza bohaterka jest świetną prezentacją możliwości tej gorzelni. Och i ach, bo taka dobra, ech, bo szybko się kończy.

UWAGA, aktualizacja

Glenfarclas 15yo Tudor została uznana whisky 2020 roku przez czytelników bloga. Gratulacje!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.