Glenlivet 18yo Batch Reserve – test whisky

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 3 min.
Glenlivet 18yo po nowemu

Whisky The Glenlivet 18yo Batch Reserve

Poprzedni wpis na blogu dotyczył whisky Benriach The Twelve 12yo. Był to przykład butelki, którą można spotkać nawet w markecie i która idealnie nadaje się do „w miarę budżetowego” popijania. Na sklepowej półce obok Benriach często można zobaczyć także whisky Glenlivet 18yo Batch Reserve. Marka The Glenlivet to legenda w świecie whisky, do tego kilka lat więcej w beczce – wniosek: może być tylko lepiej, czyż nie?

Często o The Glenlivet pisze się, że to whisky, od której wszystko się zaczęło. To jedna z najstarszych gorzelni, co wyraźnie jest podkreślane na każdej butelce, gdzie eksponowana jest data 1824 r. Zakład mieści się w samym sercu Speyside. Lata istnienia w jako takiej stabilności plus bardzo uniwersalny i przystępny charakter whisky sprawiły, że to marka o dużej renomie, często kupowana. Pewnie dla wielu osób whisky The Glenlivet 12yo była pierwszą/jedną z pierwszych single malt. Dla mnie ta 12-tka to wciąż przykład podstawowej whisky doskonałej dla początkujących, dzięki której można dostrzec różnice między single malt a marketowymi blendami.

Wracając zaś do The Glenlivet 18 Batch Reserve. To inna wersja niż „standardowa” 18-tka (z taką białą etykietą o mocy 43% alk.). W tej wersji zawartość alkoholu została zbita do minimalnego poziomu 40%. Kastracja oznacza więc filtrowanie alkoholu na zimno.


Moja opinia o The Glenlivet 18yo Batch Reserve

Wzrok: złoto

Zapach: toffi, kompot owocowy, wanilia, pomarańcza

Smak: kompot, karmel, wanilia

Finisz: średni, lekko pikantny

Cena: ok. 300 zł


Jeśli tak ma się prezentować whisky za trzy stówy, to ja przepraszam. Nie będę trzymał w napięciu, tylko od razu napiszę, że ta whisky mnie bardzo rozczarowała. Starą 18-tkę piłem kilka razy, to była bogata whisky, z wyczuwalną dębiną i orzechami. Edycja Batch Reserve to kompot po niedzielnym obiedzie.

W nosie jest lekko. Nie czuć alkoholu (bądź co bądź to jednak 18 years old). Wyczuwalny jest za to karmel i toffi (czyli słodziutko) oraz owoce – jakieś wisienki, pomarańcze (czyli znowu słodziutko). Oczywiście, to nie jest słodycz jak na przykład w ulepkowych rumach. Niemniej, brakuje mi jakiegoś przełamania, bo jest płasko i w sumie nijako.

W smaku jest dokładnie tak samo. Słodko, owocowo, karmelowo, nudno. Dopiero pod koniec pojawia się coś pikantnego, ale jest takie nieśmiałe, że nawet trudno to złapać i nazwać. Finisz krótki, owocowy.

Moja opinia o tej whisky wynika w dużej mierze z tego, że A) The Glenlivet to dla mnie legenda (choć już z Founder’s Reserve było megakiepsko), B) cena należy do najwyższych „marketowych”, C) 18 lat w beczce do czegoś zobowiązuje. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że to nie jest whisky niepijalna, a wręcz odwrotnie – jej „kompotowość” powoduje, że to whisky do popijania i …. tylko tyle. Natomiast taka przeciętna whisky nie powinna kosztować 300 złotych i więcej. Przywołana na wstępie Benriach jest dużo ciekawsza. Co więcej, jest masa whisky tańszych o minimum stówę, które będą miały więcej do zaoferowania. Przykładowo – Balvenie 12yo Double Wood czy Craigellachie 13yo dadzą w moim przekonaniu więcej radochy. W The Glenlivet 18yo Batch Reserve brakuje ciałka. Jest płasko, jednolicie, po prostu owocowo i karmelowo. To whisky na sobotniego grilla, tylko czy warto wydawać na taką łychę ponad trzy stówy?!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.