Pawlina Whisky & Friends 2024

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 2 min.

zdjęcie W&F

Festiwal Whisky&Friends 2024 za nami. I jak to zwykle na takich wydarzeniach bywa – było smacznie.

W jakich okolicznościach whisky smakuje najlepiej? Gdy popija się ją samemu przed kominkiem? (samotne picie jest chyba groźne, co nie?) Czy podczas spotkania ze znajomymi, którzy tak jak ty lubią skosztować małe co nieco?

Jeśli zaznaczyłeś opcję nr 2 to znak, że:

  • albo jeździsz ze znajomymi na festiwale whisky,
  • albo masz sporo do nadrobienia!!

Za każdym razem, gdy jestem na jakimś festiwalu, gdy spotykam starych znajomych i gdy poznaję nowych – zawsze przewija się w rozmowie jeden wątek: ludzie! Tak, whisky, whiskey, bourbony są ważne na takim wydarzeniu. Ale napicie się zacnego dram’a ze starymi znajomymi, z którymi ostatnio widziałeś się rok wcześniej na innym festiwalu – to bezcenne.

Whisky z friends

Wiosenny festiwal M&P Whisky & Friends tym różni się od ich jesiennego Ogólnopolskiego Salonu Win i Alkoholi Mocnych (OSWiA), że na W&F można spróbować nie tylko importów M&P, ale także trunków od zaprzyjaźnionych producentów. Choć rzecz jasna dominują na festiwalu produkty organizatora, to trzeba przyznać, że chętni mogli znaleźć ciekawostki także z innych stajni. Mnie ze wszystkich stoisk najbardziej spodobały się dwa: to z whisky od Murray McDavid i drugie – Whisky & Cognac Club.

A co poza tym? Standard. Juniorzy mogli sprawdzić, czym różni się Blanton’s od Kilchoman, jak smakuje sherry, po której beczki wykorzystuje się do leżakowania whisky albo przekonać się, czy rum jest naprawdę taki słodki. Wybór był naprawdę bogaty i myślę, że niezależnie, czy jesteś juniorem, średniodoświadczonym czy starym wyjadaczem – każdy mógł znaleźć coś dla siebie. A na pewno każdy mógł się dobrze bawić.

Uwaga, polecajka!

A jeśli nie dotarłeś do Warszawy, to masz szansę łyknąć nieco tego festiwalowego klimatu, podczas lokalnych festiwali organizowanych przez M&P.

Plan na maj i czerwiec wygląda tak:

a jesienią między innymi Trójmiasto czy Wrocław.

La grande finale

Whisky & Friends za nami. Można by powiedzieć, że festiwal jak festiwal 😉 gdyby nie…

(uwaga, fragment chwalipięta)

… gdyby nie zaproszenie na degustację (Małgosia, Mariusz – jeszcze raz dziękuję). To była świetna okazja, by chwilę zwolnić i przy kieliszku tego czy owego po prostu pogadać ze starymi znajomymi. I zapewniam, że to nie był rozmowy tylko o alkoholu, ale „what happens in Vegas, stays in Vegas”.

A co „tego i owego” piliśmy? Zaczęliśmy nietypowo od calvadosu, by następnie spróbować…. ech…. na samo wspomnienie tego rumu łza kręci mi się w oku. Guyana 1975 zabutelkowana przez Cadenhead’s rozwaliła system. I choć następne trunki: Hazelburn 2023 czy zabutelkowane dla M&P najnowsze Glenallachie i Klichoman były bardzo fajne (zwłaszcza ta speyside’rka), to po tym rumie degustacja mogłaby się dla mnie skończyć.

Zatem – niech cię nie zniechęcają internetowi malkontenci, że ten festiwal jest taki, a tamte owaki. Niech cię nie zniechęcają połajanki, że takie butelki to są cacy, a tamte to są be. Wyrób sobie własne zdanie, a zrobisz to np. podczas festiwali takich jak W&F.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.