Stare i nowe – degustacja Loży Dżentelmenów

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 4 min.

O naszym rodzimym bottlerze-selekcjonerze było już nie jeden raz. Tym razem Artur Brzychcy, czyli właściciel i pomysłodawca Loży Dżentelmenów, zawitał do Łodzi z degustacją. W takim razie ja musiałem zawitać na takie wydarzenie.

degustacja loża alembik

Jak tam się mają bottlingi Loży

Na dzień dobry wyjaśnienie. Wszystkie zdjęcia butelek, które piliśmy, są oczywiście katalogowe. Wybaczcie, że nie wrzucam swoich zdjęć, ale kurde, tak się zająłem degustacją, że najnormalniej w świecie zapomniałem pstryknąć fotki.

Degustacja odbyła się urokliwym miejscu, które każda i każdy łódzki fan whisky zna, a jeśli tak nie jest, to pora nadrobić zaległości. Alembik Whisky & Rum Club, bo o tym miejscu mowa, już nie pierwszy raz otwiera swe podwoje na „zewnętrzne” degustacje. Kiedyś już opisywałem fajne wydarzenie, jakim była degustacja prowadzona przez p. Jarka Bussa.

Wróćmy jednak do ostatniego spotkania z Lożą Dżentelmenów. Liczna grupa fanów szkockiej nie była zawiedziona, ponieważ Artur Brzychcy przygotował taki zestaw na wieczór:

  • Old Pulteney 2006
  • anCnoc 2007
  • Highland Park 2005
  • Glen Moray 2004
  • Ledaig 2010

Jak się zaprezentowały te butelki? Oto odpowiedź!

Old Pulteney 2006 53,4%

Old Pulteney Loża
Lożowy „Pultacz”

Jako, że bardzo lubię pulteney’e, to ostrzyłem sobie zęby na tę butelkę. Whisky wydestylowana w 2006, do 2021 roku leżała sobie w beczce po burbonie. Na nosie od razu czuć świeżą morską bryzę OP. Jest dużo owoców i zaskakująco dużo miodu. Na języku oleiście (za to lubię OP), dużo wanilii, dużo słodkich owoców.

Myślałem, że będzie bardziej wytrawnie, a tu guzik!! Dość słodkawa, owocowa whisky, ale co ważne moc została ładnie ukryta. Pulteney 100%, bez dwóch zdań.

anCnoc 2007 50,2%

ancnoc Loża
Knochhu czyli anCnoc czyli wszystko jasne

O whisky z Knockdhu było już nie raz na tym blogu. Zastanawiałem się, czy ta butla będzie bardziej łagodna jak Speyside, czy może bardziej owocowa jak Highlands. Odpowiedź brzmi – ta whisky stoi w rozkroku. W nosie świeża, jabłkowa – jakby leżała w beczce po calvadosie. Bardzo delikatna i zwiewna. W smaku leciutka, choć bardziej owocowa niż zapowiadał nos.

Jeśli lubisz delikatne, łąkowe daily dram, to ten anCnoc Loża Dżentelmenów stworzyła z myślą o Tobie. Moc beczki nie przytłacza, aromaty i smak są spójne i lekkie. Whisky do sączenia w leniwe popołudnie.

Highland Park 2005 58,5%

highladpark loża
totalny fraek czyli HP 16yo

To było moje kolejne podejście do tego HP. Ciekawiło mnie, czy znowu wyczuję te same rzeczy, co wcześniej. Okazało się, że specyficzny zapach tej whisky, który czułem, to nie była kwestia dnia. Ta Highland Park taka po prostu jest – porąbana na maksa! No bo trudno tak nie powiedzieć o whisky, która pachnie serem pleśniowym, stodołą, a przy tym ziołami i miodem. Dominuje jednak ser, więc gdy ktoś z sali rzucił, że ta whisky pachnie pizzą cztery sery, to byliśmy w domu. Smak jest miodowo-ziołowy i bardzo przyjemnie dymny.

I znowu nie wiem, jak ocenić tą whisky. Jest tak odjechana, że chętnie bym ją miał w barku, żeby do niej wracać. Z drugiej strony – gdyby podać ją laikowi, to pewnie byśmy usłyszeli całą serię przekleństw. Whisky zdecydowanie dla kozaków!

Glen Moray 2004 52,8%

glenmoray loża
stary bottling Glen Moray

Tą whisky też piłem wcześniej. Ba! Nawet artykuł o niej popełniłem kilka lat temu, bo to starszy bottling Loży. Nie będę więc po raz kolejny rozpisywać się o Glen Moray Chardonnay Cask, tylko zachęcę do przeczytania wcześniejszego artykułu.

Dodam tylko, że tym razem nie czułem aż tak wiele słodyczy. Najlepsze było jednak na sam koniec picia tej whisky. Zawsze podczas degustacji zostawiam sobie choć ciut whisky w kieliszku, żeby zobaczyć, jak alkohol zmieni się po godzinie czy dwóch. Glen Moray zaskoczyła mnie zapachem siarki i spalonej zapałki. Serio!

Ledaig 2010 59%

ledaig px loża
sztos jak to Ledagi

Ledaig lubię i to bardzo. Dlatego Ledaig od Loży piłem już kilka razy, tym bardziej, że to edycja z beczki po sherry Pedro Ximenez. Nie ma się co kryć, więc od razu powiem, że dla mnie to najlepsza whisky ze wszystkich Ramblerów Loży. Jak na Ledaig przystało jest mięso! Dosłownie! Na nosie czuć grillowane, przypalone mięcho w zalewie barbecue. Ta whisky to walka między torfem a słodyczą.

Fani torowych szkockich cmokali ochy i achy podczas picia tej whisky. Ci, którzy wolą delikatne rzeczy, byli w ciężkim szoku – jak po potężnym nokaucie.

Na tym można byłoby zakończyć opis degustacji, gdyby Artur Brzychcy nie zrobił wszystkim niespodzianki i nie wyciągnął królika z kapelusza. Otóż nagle w naszych kieliszkach pojawiła się nadprogramowa…

Glentauchers 1996 46,5%

Glentauchers Loża
speysiderka

Marny woltaż jak na single malt w mocy beczki 😉 Taki żarcik. Ta whisky po swoich 23 latach leżakowania w beczce tak zjechała w dół ze swoją mocą. Whisky przez większą część życia spała sobie w beczce po burbonie, by na sam koniec, na 7 miesięcy, trafić do baryłki 1st fill po maderze. Ta single malt jest delikatna i to bardzo! Krótki finisz w winnnej baryłce raczej nie wpłynął jakoś zdecydowanie na charakter alkoholu. To taka stuprocentowa speysiderka.

Jeśli doczytaliście do końca, to bardzo mi miło. Trochę się rozpisałem, ale uwierzcie, że trudno jest napisać coś po łebkach o takich fajnych butelkach. Loża Dżentelmenów mnie nie zawiodła, dobra robota!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.