Wycieczka do Speyside

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 5 min.
wycieczka do speyside szkocka krata blog whisky

Jak aktywnie spędzić tygodniowy urlop? Jeżdżąc na rowerze po górach? Żeglując po mazurskich jeziorach? Nieeee, biegając po szkockich destylarniach w Speyside!

Ruszamy z Edynburga

No dobra, jesteśmy na miejscu, szybka akcja w wypożyczalni samochodów i trzeba ruszać. Szybko, szybko, bo za 2 godziny czeka na nas whisky tour w Glengoyne. Tylko jak tu szybko jechać, jak wszyscy na drodze jadą pod prąd!! No ale jakoś poszło i jesteśmy w destylarni Glengoyne, przystanek nr 1 na naszej trasie do Speyside.

W Glengoyne całkiem tłoczno, na tyle, że grupę zwiedzających organizatorzy musieli podzielić na dwie podgrupy. Tour w sumie fajny, ot przechadzka od kadzi zaciernych aż po alembiki. Tylko to „No photo, no photo!!” co chwila jest nieco dziwne. Na miejscu, w ramach tour’u próbujemy podstawek Glengoyne 10yo i 12yo (z core range 12-tka to moja ulubiona pozycja).

Za to w visitor centre mamy okazję poznać Glengoyne single cask – 17 lat w beczce po burbonie robi robotę. Bardzo esencjonalna whisky, cholernie owocowa. No nic, to dopiero początek, więc lecimy dalej.

W drodze do Speyside

Z Edynburga do Speyside można dojechać dość szybko kierując się na północ, my wybraliśmy jednak inną drogę. Chcieliśmy bowiem zobaczyć, czy pociąg do Hogwartu wciąż jeździ 😉

glenfinnan szkocka krata blog whisky
Glenfinnan

Po drodze zahaczamy o destylarnię Ben Nevis. Wiele osób odradza tam wizytę i … ma rację! To taki skansen z niewykorzystanym potencjałem. Wszystko się trochę rozlatuje, na barze nic ciekawego (1 single malt, 3 blendy). Jedynie widok na szczyt Ben Nevis jest ładny.

Ben Nevis szkocka krata blog whisky
destylarnia u stóp najwyżej góry Szkocji

Benromach na dobry początek

Wycieczka do Speyside zaczyna się od gorzelni Benromach. Ja szczególnie ostrzyłem sobie na nią zęby. Jest tak, jak sobie wyobrażałem – prosto, rzemieślniczo, trochę przaśnie – idealnie!

Tour w Benromach miły, pani oprowadzająca jeszcze milsza. Oprócz podstawek próbujemy również whisky, która aktualnie jest dostępna tylko w destylarni – Benromach 2006/2022 Polish Oak Hogshead. Jest tak pyszna, że chcąc nie chcąc ląduje w bagażniku auta.

Wizyta w Benromach jest obowiązkowa szczególnie dla tych, którzy nie szukają ochów i achów jak z Macallan’a (o czym za moment), ale wręcz odwrotnie – chcą poczuć klimat rzemieślniczej produkcji whisky.

Dobra, pora ruszać do Elgin – naszej bazy wypadowej. Tam zahaczamy o Glen Moray. Mieliśmy w planach whisky tour, ale jakoś tak wyszło, że zrobiliśmy sobie private tour po destylarni, a właściwie po fabryce! Tu zupełnie nie czuć tego klimatu, co w Benromach.

Za to whisky Glen Moray prosto z beczki, jakie aktualnie można tam dorwać, były naprawdę fajne. Spróbowaliśmy wszystkich trzech cask’ów, a ostateczny wybór padł na torfową Glen Moray z 2010 finiszowaną w PX.

Dzień prawdy

Przed nami zwiedzanie Speyside – stawiamy na spontan. Gdzie nas auto zawiezie, tam wejdziemy. Pierwsza destylarnia na trasie – Glen Grant, no dobra, zajrzyjmy. Nie mamy żadnych oczekiwań, po prostu szybki podjazd i dalej w drogę. Ale ale… okazało się, że wizyta w Glen Grant jest najlepszym dowodem na to, że nie wszystko trzeba planować, że warto dać się zaskoczyć.

Sama destylarnia – ładna, stylowa; whisky – 100% Speyside, ale za to ogród za gorzelnią… WOW! Akurat trafiliśmy na typową szkocką pogodę – pełne słońce, na termometrach 22 st. C 😛 🙂 , więc było bosko.

Następny punkt na trasie – Macallan. Pewnie wielu osobom szybciej bije serce, gdy słyszy Macallan, Macallan, Maca… Ja się do nich nie zaliczam, ale skoro jechaliśmy tuż obok, to trudno było nie odwiedzić… tego totalnego dziwoląga!

Nie, nie i jeszcze raz nie! Nowoczesna konstrukcja nie pasuje absolutnie do klimatu szkockich gorzelni. W środku blichtr i przepych. A jak wchodzisz tam w tenisówkach i koszulce, zamiast w drogich butach i białej koszuli, to patrzą na ciebie spode łba. Wizyta w Macallan trwała z 15 minut, o 15 za dużo.

Później był już tylko szybki tour, gdzie zajrzeliśmy między innymi do: Benriach (tu uwagę zwróciło osobliwe towarzystwo destylarni 😉 ) czy Aberlour (i krzyczący pan „Stop, stop, closed, closed”).

Wracamy do Edynburga

W drodze powrotnej mieliśmy w planach zwiedzanie Glenfarclas (małe rozczarowanie, tak trochę „macallanowo”), a później prosto w stronę Dalwhinnie. Jednak zanim tam dotarliśmy, wcześniej spotkała nas miła niespodzianka. Droga zaprowadziła nas do The Glenlivet. Jakoś nie planowaliśmy tam zaglądać, a okazało się, że to byłby duży błąd!

Destylarnia Glenlivet jest bardzo urokliwie położona, a jeszcze piękniej prezentuje się jej visitor centre i sklep. Ileż tam jest cudów! Od klasyków takich jak 12yo, 15yo czy 18yo aż po trzy beczki do samodzielnego nalania sobie butelki. Wybór padł na 12-letni bourbon cask, bardzo bardzo smooth!

Dalej było równie miło, bo pojechaliśmy na tour do destylarni Dalwhinnie. Od razu po wejściu do visitor centre widać, że to zakład należący do koncernu – można tam kupić chyba wszystko, od whisky, poprzez kubki, na parasolach skończywszy. W Diageo wiedzą, co to marketing.

Tour był fajny, ale standardowy, tasting – trzy single malt sparowane z czekoladkami (w sumie to nie wiem, po jaką cholerę, tylko smak popsuło). Ale ale…

Gdy zaczęliśmy rozmawiać z ludźmi z obsługi, a to o whisky, a to o piłce nożnej, a to życiu ;), nagle przed nami pojawiły się do porównania kieliszki z: new make’iem, Dalwhinnie 30yo i jakaś (już nawet nie pamiętam ile yo) Dalwhinnie po sherry. A wszystko zaczęło się od dyskusji, czy beczki po sherry pasują do charakteru Dalwhinnie. No milutko było!

Na zakończenie dość niespodziewanie skręciliśmy do gorzelni Blair Athol. Znowu Diageo i znowu trzymanie poziomu. Bardzo fajny bar, gdzie można popróbować naprawdę sporo, oczywiście wszystko ze stajni koncernu.

Blair Athol destylarnia szkocka krata blog whisky
niespodziewana wizyta w Blair Athol

Wnioski na przyszłość

W zgodnej opinii grupy najlepiej wypadły Benromach, Glenlivet i Glen Grant. Macallan warto odwiedzić, chyba tylko po to, żeby zrobić zakupy, o których poźniej „porozmawia się priv” z inwestorami w whisky 😉 Szkoda, że zabrakło czasu na Dufftown. Ale co się odwlecze…

A co dalej? Islay? Campbeltown? A może północna część Highlands? Jedno jest pewne…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.