Pierwszy Sand City Whisky Fest za nami

Przeczytanie tekstu zajmie Ci ok. 2 min.

Czy festiwale whisky to domena jedynie dużych aglomeracji, gdzie tłumy walą drzwiami i oknami na takie wydarzenie? Absolutnie nie. Festiwal whisky w Piasecznie udowodnił to dobitnie. Kto był, ten wie, o czym mowa.

Sand City zwane Piasecznem

Krótka notka faktograficzna, bo może nie każdy wie, dlaczego whisky i Piaseczno. Wszystko to za sprawą pewnego Dżentelmena, który postanowił wiele lat temu propagować kulturę picia whisky i założył w tym celu takie, nazwijmy to, stowarzyszenie. Coś na kształt Stowarzyszenia Umarłych Poetów, z tym że zamiast zachwytów nad poezją, ochy i achy dotyczą whisky. (Swoją drogą ciekawe, czy członkowie grupy podczas swoich degustacji wołają do pomysłodawcy „O Kapitanie! Mój Kapitanie!”  😂  🤪   ).

Ale do brzegu, do brzegu! No więc ten dżentelmen to oczywiście Artur Brzychcy, a jego grupa to Loża Dżentelmenów, rzecz jasna. Kwatera główna Loży mieści się właśnie w Piasecznie, stąd też miasteczko to stało się kolejnym punktem na festiwalowo-whiskowej mapie Polski.

Whisky Fest czy Whisky Picnic

Jeśli ktoś myślał, że w Piasecznie będzie festiwal, który zgromadzi dziesiątki wystawców i tyle samo stoisk, to grubo się pomylił. Nawet organizatorzy nie mieli takich planów i ambicji. Sand City Whisky Fest bardziej przypominał piknik i spotkanie ze znajomymi niż targowo-handlowo-festiwalowe wydarzenie, jakie znamy z dużych zlotów fanów whisky. Co kto lubi. Albo przeciskanie się między stoiskami, albo spokojna atmosfera na łonie natury.

Być może ktoś pamięta, albo jeszcze lepiej – ktoś był na festiwalu w Mikołowie (to relacja sprzed kilku lat z Whisky&Food Festival). To mniej więcej ten sam klimat – spokojnie, bez pośpiechu, bez tłumów, ale i bez nie wiadomo jakiej liczby stoisk z whisky. Coś za coś.

Obsada, czyli whisky w roli głównej

Ale bez obaw, było się czego napić i podejrzewam, że każdy znalazłby coś dla siebie. Dla nowicjuszy były znane podstawki (np. Talisker, Benriach czy Glendronach), dla średniozaawansowanych – ciekawostki z oficjalnych bottlingów (m.in. Bruichladdich, Diageo, Brown Forman) i od niezależnych bottlerów (The Single Cask czy rzecz jasna całe portfolio Loży Dżentelmenów), dla profesjonalistów – starocie 30-letnie i starsze. Ach, zapomniałbym. Jak na festiwal whisky przystało, były także masterclass’y.

Słowem – było wszystko! Nawet pogoda była typowo szkocka – ulewa przeplatała się z cieplutkim słońcem.

Rzućcie okiem na kilka fotek, które pstryknął Dżej Krasowski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.