Laphroaig Four Oak – test whisky

whisky_laphroaig_four_oak_szkocka_krata

Laphroaig Four Oak

Whisky Laphroaig Four Oak

O tej gorzelni z Islay krąży tak wiele opinii, że najlepiej poznać się z nią osobiście, aby wyrobić sobie własne zdanie. Whisky Laphroaig idealnie opisuje jej hasło reklamowe: “Love it or hate it but at least try it once”. Charakter tej single malt uchwycono w punkt, zgadzam się z tym sloganem w 100%. Obok tej whisky nie można poprostu przejść obojętnie – albo urzeknie swoim zapachem i smakiem albo wręcz odwrotnie – zdecydowanie odrzuci. W niej nie ma półśrodków.

Jak przystało na zakłada z Islay – mamy do czynienia z silnie torfową whisky. Jednakże, zapach torfu jest nieco inny niż np. whisky z pobliskiej gorzelni Ardbeg. Moim zdaniem Laphroaig to najbardziej “chemiczna” whisky. Bez względu czy pije się klasyczną Laphroaig 10yo czy też inne edycje, zawsze towarzyszyć będzie aromat jodyny, medykamentów, lizolu itp. Niewątpliwie, nie każdej osobie to zasmakuje, ale dlaczego by nie spróbować…

Edycja Laphroaig Four Oak pojawiła się na rynku bodaj w 2017 roku. Wpisała sie ona w pewien trend na rynku, w związku z czym mamy tu whisky bez określenia wieku. W zamian możemy się dowiedzieć czegoś o beczkach, w których dojrzewał destylat. Mamy tu więc klasyczne baryłki ex-burbon, do tego małe beczki “quater cask”, świeże beczki z dębu amerykańskiego oraz beczki typu hogshead z dębu europejskiego. Całość została rozlana do butelek z podstawową zawartością 40% alk.

Moja opinia o Laphroaig Four Oak

Wzrok: bardzo jasny złoty

Zapach: ostry szpital, gnijące owoce, niedojrzałe, zielone banany, wełniany sweter

Smak: łagodny, trochę słodki, lekko dymny, wanilia,

Finisz: lekko dymny, zdecydowanie za szybko gaśnie

Cena: 250 – 300 złotych

Na wstępie, żeby nie było wątpliwości – ja Laphroaigi uwielbiam. Im bardziej śmierdząca whisky, tym lepiej 😀 Laphroiag 10yo mógłbym pić zawsze i wszędzie. A Laphroaig Four Oak? No cóż… Grzechem byłoby powiedzieć, że to słabizna, ale żeby być fair powiem, że coś tutaj nie do końca zagrało. Zapach się broni – jest laphroigowy! Dominuje w nim szpital (jakieś plastry, jodyna), do tego coś owocowego. Nie jest to jednak nic świeżego – to takie przedojrzałe owoce. I na koniec coś, co kojarzy mi się z “wełnianym swetrem” – jakaś wilgoć, stara szafa, może stęchlizna. Zapach generalnie na plus.

Za to smak i finisz – ktoś chyba zapomniał, że oprócz wąchania, whisky też się pije 🙂 Zdecydowanie zbyt szybko gasnący finisz, który w połączeniu z łagodnym, lekko torfowym smakiem sprawiają, że smak szybko ginie. Na pewno mógłby być bardziej torfowy, bardziej zdecydowany. Spotkałem się z opinią, że Laphroaig proponuje obecnie takie “ugłaskane” whisky, żeby trafić w gust szerszej publiczności, a nie jedynie torfomaniaków. Jeśli to prawda, to Laphroaig Four Oak by to potwierdzała. Smak jest wymuskany, wygładzony, “wydelikatniony”. Pojawia się w nim trochę popiołu i dymu, ale jest go za mało (przynajmniej dla mnie).

Powstaje więc pytanie, czy Laphroaig Four Oak należy omijać i unikać go? Jeśli ktoś szuka supertorfowej torpedy, to nie tędy droga. Natomiast dla osoby, która chce lekkiego Laphroaig’a, delikatnego torfu, bardziej uniwersalnego niż hardkorowego (ale wciąż “laphroigowego”), to zdecydowanie dobry wybór.Wszystko zależy od klienta.

Podziel się artykułem!

Może Ci się również spodoba