Eagle Rare 10yo – test whisky

burbon_Rare_Eagle_szkocka_krata
Eagle Rare 10yo

Burbon Eagle Rare 10yo

Chyba niezbyt popularny/powszechnie dostępny (a szkoda!) Eagle Rare 10yo – wyjątkowy burbon prosto z Kentucky. Powstaje w gorzelni Buffalo Trace. Kto kojarzy tę nazwę? Pewnie wiele osób, bo to marka znanego burbona, szeroko dostępnego. W destylarni tej powstaje sporo różnych produktów, wśród nich także Eagle, na butelce którego widnieje dumnie orzeł bielik – jeden z symboli Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Destylaty używane do jego produkcji dojrzewają co najmniej 10 lat w specjalnie dobranych beczkach (tak przynajmniej zapewnia producent – nie wiadomo na czym ta ‘specjalność’ polega). Jak przystało na burbona, dębowe beczki są świeże (nie były wcześnie napełniane). Oprócz edycji 10yo, obecnie dostępna jest też edycja 17-letnia, która stanowi jeden z elementów serii Antique Collection. 10-letnie Eagle butelkowany jest z mocą 45% alkoholu.


Moja opinia o Eagle Rare 10yo

Wzrok: złoty bursztyn

Zapach: delikatna, aksamitna słodycz. Pudełko ze słodyczami: landrynkami (szczególnie z tymi białymi – migdałowymi) i karmelkami, zioła na wiosennej łące

Smak: jeszcze bardziej cukierkowo-migdałowo, smak wyostrza dębina, połączenie słodyczy i wytrawności

Finisz: długi, wytrawny, z przyjemną dębiną

Cena: 200-250 złotych


Jeśli myślisz, że to kolejny burbon, który pachnie charakterystyczną “bejcą” albo wanilią, to mocno Cię to zaskoczy. Eagle Rare 10yo jest średnio “burbonowy”. Oczywiście, są typowe dla amerykańskiego dębu akcenty wanilii, kremu z ciastek, ale wszystko jest to mocno przygaszone. Ten burbon bardziej kojarzy mi się ze sklepem ze słodyczami. Pamiętam z dzieciństwa, z czasów komuny, taki sklep marki W**el – po wejściu do sklepu zniewalał zapach (szczególnie, że w inny sklepach generalnie nic nie było. Z dzieciństwa to jeszcze tylko pamiętam zapach starych księgarni 😉 ).  Ten burbon pachnie mniej więcej tak jak te sklepy z cukierkami. Delikatna słodycz, landrynkowa, karmelkowa. Coś pięknego.

Ale ale!! Jest jeszcze coś, co mocno mnie zaskoczyło. To wyczuwalne zioła. Prawda, że to rzadkość wśród burbonów? W tym wypadku są one tuż pod warstwą słodyczy. Bardzo ciekawie “kontrują” ten słodki zapach cukierków. W smaku zaś podobną rolę spełnia wyczuwalna dębina – lekkie i przyjemne iskrzenie na języku. Całość bardzo zgrabnie się układa. Nie jest ani za delikatnie, ani za słodko, ani nie za alkoholowo, ani nie za “burbonowo”. Jest dokładnie tak, jak powinno być.

Tego Orła trzeba poznać. Szczególnie powinna to zrobić każda osoba lubująca się w tego typu trunkach. Moim zdaniem zadowoleni będą także ci, którzy pijają i lubią słodziutkie whisky. Pozycja godna polecenia.

Podziel się artykułem!