Laphroaig Brodir – test whisky

whisky_laphroaig_brodir_szkocka_krata
Laphroaig Brodir

Whisky Laphroaig Brodir

Zanim o Laphroaig Brodir, to słowo o whisky z tej destylarni. Single malt Laphroaig to nie są whisky “łatwe”. Poprzednio pisałem o tym w innych artykułach o lafrojgach. Nie bez kozery hasłem gorzelni jest:

Love it or hate it but at least try it once

No więc jak to jest z tą whisky Laphroaig, czy jest się czego bać? Z pewnością wiele osób zaczyna przygodę z tą gorzelnią siegając po najbardziej klasyczną podstawkę (bo powszechnie dostępną), czyli Laphroaig 10yo. Dla wielu to pewnie jest szok, jeśli wcześniej nie mieli okazji poznać torfowych single malt, medycznych, ostrych. Bez wątpienia nie każdemu takie klimaty pasują.

Może do takiego wniosku doszli też menadżerowie z Beam Suntory (właściciel marki Laphroaig), bo od pewnego czasu na rynku pojawia się trochę “ugrzecznionych” edycji Laphroaig 😉 Chodzi mi o takie, w których “szpitalny” torf wygładzono przez przeróżne kombinacje beczek używanych do dojrzewania czy finiszowania. Taką wersją jest np. Four Oak, jak również Laphroaig Brodir.

Whisky Brodir (czyli “brat” po staronordycku) zadebiutowała w 2014 roku na rynku Travel Retail (wcześniej dostępna była tylko w jednym, wyjątkowym kanale sprzedaży). Kolejne “batch’e” są już dużo bardziej dostępne, więc ze znalezieniem tej whisky w specjalistycznym sklepie z alkoholami nie powinno być większego problemu. Co ją wyróżnia spośród innych lafrojgów, to dojrzewanie najpierw w klasycznych baryłkach ex-burbon, a następnie w beczkach po porto Ruby. Pomysł ciekawy, szkoda tylko, że skastrowano ją do mocy 48% alk. Na pocieszenie – whisky ta nie jest koloryzowana karmelem ani nie jest filtrowana na zimno. Nie ma co szukać informacji o wieku, gdyż jest to whisky typu no age statement.


Moja opinia o Laphroaig Brodir

Wzrok: bursztyn, dosyć ciemny

Zapach: szpital, dym, wino, rodzynki, suszone śliwki

Smak: mocny strzał torfu, słodkie owoce, cynamon

Finisz: długi, dymny, suszone  owoce

Cena: 450 – 500 złotych


Grzeczny Laphroaig? Nic z tych rzeczy! Na szczęście! Lafrojgowy klimat jest dominujący i wszechobecny. Brodir atakuje nos starym szpitalem, którego podłogę ktoś wypucował lizolem. Następnie, żeby zabić ten zapach, szpitalne sale zostały spryskane odświeżaczem powietrza “Morski”. Dopiero po chwili czuć, że destylat miał kontakt z winną beczką. Pojawia się słodki zapach rodzynek i śliwek. Generalnie fajnie czuć porto, które nie tłamsi torfu.

Po takim wstępie “na nosie” także i podniebienie jest dopieszczone. Dym nie zginął – jest go sporo, jakby słodziutkie owoce położyć na grillu. Doznania smakowe dopieszcza przyjemna ostrość przypraw (cynamonowo-pieprzowa). Dalej, już po wypiciu, whisky wystarczająco długo czuć w gardziołku 🙂 Finisz dymny, z akcentami suszonych owoców.

Tak więc, ze wszystkich “ugrzecznionych” Laphroaig, które do tej pory piłem, Brodir jest edycją najciekawszą. Beczka po porto nie zabiła charakteru whisky, tylko przyjemnie go podbiła. Ta single malt jest dobrze zbudowana, dym rodem z Islay przeplata się ze słodyczą porto. Na koniec minus – cena, która w moim przekonaniu jest ciut za wysoka i troszkę odjeżdża od jakości (bądź co bądź do whisky rozcieńczona do 48%).

Podziel się artykułem!